Nowy elektryczny SUV Skoda Enyaq. Opis modelu.

Dużo wcześniej pisaliśmy, że firmy motoryzacyjne odważnie wkraczają w nową dziedzinę, jaką są samochody elektryczne. Najczęściej oczywiście z powodów finansowych, aby podbić sprzedaż, która będzie współgrała z nowymi trendami.

W tym momencie do branży aut elektrycznych wkraczają Czesi, którzy stworzyli swój pierwszy model. Przez sto dwadzieścia pięć lat produkowali auta z napędem na ropę oraz benzynę, a teraz prezentują pojazd, który prawdopodobnie trafi na linię produkcyjną już pod koniec tego roku.


Premiera odbyła się na początku września w Pradze, a co najważniejsze była na „żywo”, a nie w formie wideokonferencji. Wszystko wykonano zgodnie z czeskimi obostrzeniami dotyczącymi pandemii, a więc obecne były maseczki oraz mierzenie temperatury.

Samo wydarzenie, które odbyło się na początku września może już być sygnałem dla Volkswagena, że Skoda odważnie zaczyna myśleć o sobie w kontekście koncernu. Osiągając dużo lepsze wyniki sprzedażowe oraz produkując lepsze samochodu od niemieckiego koncernu może aspirować do lidera lub samej niezależności.

Czeską decyzję można określi jako krok milowy w całej je historii. Czy jednak będzie udanym debiutem, który ze słowiańskiej firmy zrobi równorzędnego partnera dla niemieckiego Volkswagena, jeszcze się okaże. Niemniej pierwsze zdjęcia samochodu robią wrażenie, a od samego początku premiery w Pradze zaczęto snuć duże obietnice.

Ale wszystko po kolei. Pierwsze wrażenie mamy czeski pazur. Od razu w oczy rzuca się duży grill oraz charakterystyczne reflektory. Co ciekawe jest dostępna opcja (dla chętnych), która pozwoli na podświetlenie grilla za pomocą stu trzydziestu diod LED. Po przejściu na bok auta można zauważyć charakterystyczną linię, która zapewne wielu jest znana z modelu Sacala oraz Kodiaq.

W tej kwestii Skoda nie wynalazła niczego nowego. Tył auta wygląda na kompletnie niedopracowane. Cechuje się ostrymi lampami, sprawiającą wrażenie masywnej klapą, rozciągniętym napisem oraz dużym spojlerem. W tym miejscu rzucimy okiem na bagażnik. Czesi pod tym względem zaoferowali 585 litrów pojemności. Porównując wymiary auta można stwierdzić, że jest krótsze od Octavii, ale przestronnością przebiła Kodiaqa.

Tak obiecano i tak wykonano. Zrezygnowano z tunelu środkowego, dzięki czemu udało się stworzyć wystarczająco dużo miejsca, aby osoby, które siedzą z tyłu miały komfortową podróż. Skoro już wnętrzu mowa, zajrzyjmy do środka. Dominantę stanowi mający trzynaście cali wyświetlacz, który co ciekawe jest największy jeśli chodzi wszystkie samochody czeskiego koncernu. Co ciekawe już od dłuższego czasu Skoda ma politykę, która każe jej zamieniać tradycyjne pokrętła oraz przyciski na panel dotykowy. Czy to jest dobre – kwestia gustu.


Środek nie jest ekstrawagancki, można nawet powiedzieć, że jest klasyczny, wyważony, oferujący kilka opcji koloru do wyboru. Ważnym faktem jest wykonanie, ponieważ w projekcie użyto materiałów, które są zgodnie z wytycznymi ekologii oraz wyprodukowane z poszanowaniem środowiska naturalnego. Jeśli porównamy to z elektrycznym modelem Volkswagena to już w tym wykonaniu mamy obraz, że Czesi stoją od nich wyżej. Niemcy to twarde plastiki, a Skoda posiada deskę zrobioną z tkaniny lub w opcji droższej skórą. To może być magnesem sprzedażowym. Dodatkowo z wnętrza pojazdu rozciąga się dobra widoczność na wszystkie strony.

Skoda ma także do zaoferowania kilka opcji sprzedażowych, każda z bateriami o różnej pojemności (50, 60, 80). Od razu można spoglądać na największą z nich, ponieważ według koncernu ma ona zapewnić zasięg rzędu 510 kilometrów. Najmniejsza to „tylko” 340, więc średnio opłaca się ją kupować. Może tylko w momencie, kiedy auto będzie służyć do miasta i nieczęstych wycieczek. Jednostka napędowa ma oferować moc od 109 kW, aż do 150 kW. Czeski koncern wskazał również czas ładowania największej baterii. Ma ono wnosić trzydzieści osiem minut. Jednak jest mały haczyk – ma się to udać tylko w przypadku skorzystania z szybkich ładowarek. W przeciwnym wypadku okres oczekiwania na pełny zasięg może trwać od sześciu do ośmiu godzin.

Samo podstawowe wyposażenie modeli robi wrażenie, ponieważ już na wstępie otrzymujemy np. dwustrefową klimatyzację, kierownicę, która jest obszyta skórą, dostęp bez kluczyka, a także szybkie ładowanie. W Polsce model powinien pojawić się w następnym roku, prawdopodobnie na samym początku. Cenowo powinien kształtować się w przedziale 150-160 tysięcy złotych, czyli podobnie do Skody Kodiaq z silnikiem Diesla. Niemniej warto sugerować się wartością bliższą 160 tysiącom. Oczywiście biorąc pod uwagę taką samą pojemność i wyposażenie.

Patrząc pod względem tego jak wygląda nowy czeski model można powiedzieć, że będzie nie tylko europejską konkurencją dla innych koncernów – amerykańskiego czy azjatyckiego, ale także groźnym rywalem Volkswagena. Czesi znajdują się w tym miejscu, w którym nie powinni się według Niemców nigdy znaleźć. Nad nimi. Czy to utrzymają to już inna kwestia. Znając Słowian i ich odwieczną rywalizacją z germańskim narodem jest to wielce prawdopodobne.

Do tego ważną kwestią dla niektórych może być miejsce produkcji. Wszystkie modele mają powstawać w miejscowości o nazwie Mlada Boleslav.